Zuriel nogą zamknął drzwi od mieszkania i przeszedł do kuchni. Położył na blacie dwie duże papierowe torby. Z jednej wyciągnął spory słoik dżemu brzoskwiniowego i zrobił krok w stronę lodówki.
-Boże święty!- wrzasnął dostrzegłszy siedzącą pod nią Kyoko. Tępo wpatrywała się w ścianę przed sobą, a w dłoniach trzymała kufel z zimna już herbatą. Anioł zamknął kuchenne okno i złapał się pod boki.
-A ty... Ty nie na próbie?- wyciągnął ku niej dłoń- Wstań, przeziębisz się.
-Nie chcę- pokiwała przecząco głową- Stchórzyłam. Nie będę śpiewać. Już nigdy, serio. Mój głos jest okropny i nie nadaje się do użytku. A jak pomyślę, że na talentynki mają przyjść inne szkoły...- westchnęła ciężko, kryjąc twarz w dłoniach. Zuriel wygrzebał z torby tabliczkę czekolady i podsunął jej pod nos. Nawet się nie ruszyła. -”Czekolada nie pomaga? Jest źle.”- pomyślał. Podrapał się po głowie, jeszcze bardziej czochrając sobie zieloną czuprynę- Nie przejmuj się, są gorsi od ciebie. A mnie twój głos się podoba, naprawdę. Prawda, zawsze znajdzie się ktoś lepszy, ale musisz ćwiczyć. Przecież nikt nigdy ci nie powiedział jak należy używać głosu, by brzmiał naprawdę wyjątkowo.
-Zabrakło mi argumentów, chikusho...- zaklęła pod nosem wstając z podłogi- Dawaj tą czekoladę- wzięła od niego smakołyk i zamknęła się w toalecie.
-Co ja z nią mam...- Anioł usiadl na stole i głową oparł się o chłodną ścianę. Z łazienki zaczął docierać do niego cichy śpiew jego "pani"
W domu panowała kompletna cisza. Każdy gdzieś wyszedł, więc Kyoko mogła w spokoju posiedzieć na balkonie. Wzięła głęboki wdech, a wtedy otworzyło się jedno z białych, dużych okien. -Kyo...- Zuriel wytknął głowę na zewnątrz, w palcach trzymając pasmo swoich włosów. Już zaczynały zmieniać kolor na zielony, jak zawsze w marcu- Wiosna idzie. Czujesz?- odgarnął wpadające mu do oczu kosmyki, rozwiewane przez delikatną bryzę. Dziewczyna odetchnęła głęboko i oparła się o balkonowe barierki. Przez chwilę milczała.
-W zielonym ci nie do twarzy- roześmiała się, kierując spojrzenie na Anioła- Wiosna. Kurde... Coraz bliżej do egzaminów i końca roku. I nowej szkoły. Jednym słowem: kurde.
-Wiosna to moja ulubiona pora roku- zaoponował Zuriel- Poza tym, czy nie chcesz już opuścić tej szkoły? Tak narzekasz na swoją klasę...
-Chcę i nie chcę. Z jednej strony mam dość mojej klasy, bo doprowadziła mnie do nerwicy. Z drugiej zaś, poznawanie nowej wywołuje u mnie dziwny niepokój. Podobno ludzie w liceum są milsi, bardziej tolerancyjni i wyrozumiali. Nie krytykują cię za to, jak się ubierasz, jakiej muzyki słuchasz, czy za twoje hobby...
-Przeczytałaś to w Bravo Girl?- Anioł uśmiechnął się cynicznie.
-Nie. Nie czytuję takich szmatławców. Ale wracając do tematu... Egzamin z matmy przeraża mnie najbardziej. Polegnę, mówię ci.- przeciągnęła dlonią po twarzy.
-To zamiast leżeć przed telewizorem, wżerać żelki i spędzać dni na nic nie robieniu, powinnaś się uczyć.
-Nie matkuj mi tu... Poza tym, za kogo ty mnie masz? Będę się uczyć! Ale jeszcze nie teraz...- burknęła- Ale co by nie mówić, wiosna jest jedną z piękniejszych pór.
-Jasne. Wszystko budzi się do życia. Jest ciepło i nie musisz zakładać na siebie tyle warstw...- wyliczał
-To Anioły mają warstwy?...- mruknęła i zaraz wybuchnęła śmiechem. Złapała się za brzuch, z trudem łapiąc oddech.
-To świeże powietrze ci szkodzi- Zuriel również się uśmiechnął, wspierając głowę na dłoni- Albo się czegoś narajałaś...
Przywitaliśmy się z szatniarką i oddaliśmy kurtki.
-Jaka jest pierwsza lekcja?- Zuriel rozejrzał się po szkole
-Wf. Strój dla ciebie mam w plecaku- zaprowadziłam go w stronę szatni dla chłopaków. Czarnooki wyraźnie się zawahał.
-Nie jestem pewien, czy to dobry pomysł...- mruknął, spoglądając na mnie przez ramie. Poklepałam go po ramieniu, wręczając złożony strój. Westchnął i wszedł do szatni.
-Tylko się zachowuj!- rzuciłam i ruszyłam w przeciwnym kierunku. Wchodząc tam, gdzie przebierają się dziewczyny zauważyłam lekkie poruszenie. Z uniesioną brwią usiadłam na ławce.
-Co jest?- spytałam Noemi. Ta wzruszyła ramionami i kiwnęła głową w stronę pozostałych dziewczyny
-Plastiki podobno wywąchały jakieś ciacho- odpowiedziała, bez zbytniego zainteresowania. Och, czyżby chodziło o mojego Anioła?... Drzwi do szatni otworzyły się i do pomieszczenia weszła nauczycielka prosząc, byśmy już weszły na salę gimnastyczną. Flegmatycznie wyszłam ze wszystkimi. Chłopaki już ganiali za sobą, rzucając piłkami we wszystko, co się rusza. Tylko Zuriel stał z założonymi rękoma. Dostrzegłszy mnie podszedł do grupy dziewczyn, z którymi akurat rozmawiałam.
-Pozwól- pociągnął mnie za rękaw kawałek dalej- Dzięki twojej wspaniałej reputacji zostałem nazwany pedałem- powiedział z pretensją. Powstrzymałam szeroki uśmiech i chrząknęłam
-Nie przejmuj się, oni myślą, że każdy mój znajomy jest homoseksualistą. - westchnęłam
-Powiedzieli w szatni, że będziemy grać w koszykówkę. Po pierwsze, nie chcę. Po drugie, nie umiem.- skrzyżował ręce na klatce piersiowej.
-W szkole nigdy nie robisz tego, na co masz ochotę, mój panie. A zasady są całkiem proste- zacięłam się- Znaczy się... Celujesz piłką do kosza, nie?- zaśmiałam się głupio, drapiąc po karku. Anioł przewrócił oczami.
-Właściwie, to dlaczego ty i większość dziewczyn nie ćwiczycie?- zmierzył mnie od góry do dołu
-Bo to lenie... A ja mam zwolnienie na cały rok od lekarza, idioto. Mówiłam ci już- spojrzałam na niego z ukosa. Pokiwał głową i od niechcenia podbiegł do chłopaków. Gdy usiadłam na ławce od razu napadły na mnie Yuki i Kazumi.
-To twój znajomy?- wyszczebiotała zielonooka
-Ano... Przyjaciel- mruknęłam. Zerknęłam na Noemi. Ha, też jej się ta sytuacja podobała. Boże, dlaczego? Po plastikach się tego spodziewałam, ale ona?...
-Skąd go wytrzasnęłaś?- zapytała Kazumi, poprawiając okulary palcem wskazującym, jak to miała w zwyczaju.
-Z nieba mi spadł- wzruszyłam ramionami. No tak, to Anioł. Wiadomym było, że dziewczyny będą szaleć- Lepiej obserwujcie mecz- pokazałam brodą na połowę boiska, gdzie grali chłopcy. Oczywiście, grą tego nazwać nie można było. Przewracali jeden drugiego, a gdy nauczyciel się wtrąci, zaraz zostaje obrzucany przekleństwami. Na szczęście, nie wszystkim tak odbija. Przy piłce był akurat Green. Całkiem sprawnie omijając przeciwników był już prawie przy koszu, gdy Zuriel odebrał mu piłkę i ruszył w przeciwnym kierunku. Zatykając uszy, chcąc je ochronić przed piskiem dziewczyn, wyprostowałam się i obserwowałam, jak skurczybyk całkiem nieźle sobie radzi. Sto osiemdziesiąt trzy centymetry wzrostu, co tu się dziwić. Zdobywając punkt od razu zaskarbił sobie sympatię drużyny. Ci, którzy zaszufladkowali go, gdy tylko pojawił się w szatni będą się zabijać o jego towarzystwo- piękna wizja...
Spojrzałam na ćwiczące dziewczyny. Na ich czele oczywiście stała Isabell. Nie to, żebym wydziwiała, czy uważała się za lepszą, ale ona jest typem człowieka, który doprowadza mnie do szału...
-Kyo~...- zagadnęła Yuki- Ten nowy... Jak się nazywa? Jest w naszym wieku?- zmierzyłam zielonooką jadowitym spojrzeniem. Postanowiłam jednak jej odpowiedzieć. Nie będę zadzierać nosa, a co.
-Zuriel. Starszy. Ale nie to, żeby nie zdał czy coś... Po prostu sprawdza czy nasza szkoła odpowiada jego... wymaganiom- mruknęła. Nawet nie zauważyłam, kiedy minęło całe 45 minut. Czekałam na Zuriela przed szatnią. 'Tymczasowy' brunet wyszedł w towarzystwie Greena, Rava i Fizzy'ego.
-Ten twój koleś...- zaczął Rav- Jest jakiś dziwny.
-Myślisz?- przekrzywiłam głowę na bok, jak to mam w zwyczaju, gdy się nad czymś zastanawiam- Niby czemu?- niebieskooki wzruszył ramionami. W tym momencie Anioł odwrócił się w moją stronę
-Jaka jest następna lekcja?- zapytał
-Matma. A co, rozkręcasz się?- zmrużyłam oczy, chyba nieświadomie zaciskając pięści. Nie zdążył odpowiedzieć, gdyż Green po kumpelsku otoczył go ramieniem i dał kuksańca w żebra.
Wtedy chyba po raz pierwszy słyszałam taki prawdziwy, szczery śmiech Zuriela.
Och, ten idiota powinien częściej wychodzić, a nie zmuszać MNIE do tego...
Przystanęłam. ”Stało się coś?”- usłyszałam w głowie głos czarnookiego. Telepatia to z pewnością jego zaleta.
”Wizyta w szkole miała być dla ciebie karą, a ty się świetnie bawisz”- trąciłam go ramieniem. W odpowiedzi posłał mi przepraszający uśmiech. Jakby to wystarczyło. Doszliśmy pod salę numer 5.
Podszedł do mnie Fizzy, jak zwykle pukając w ramie. Już miał mnie o coś spytać, gdy zagłuszył go dzwonek. Jak nigdy ucieszyłam się na ten dźwięk. Usiadłam na swoim starym miejscu, obok Rava, skazując tym samym mojego anioła na spędzenie lekcji samemu. Nasza matematyczka wzięła go do odpowiedzi ze trzy razy, co niezmiernie mnie ucieszyło, gdyż ja zostałam pominięta. „Kiedy przerwa? Jestem głodny~...”- czarnooki jęknął głośno
„Jakieś dziesięć minut. A teraz się zamknij”- warknęłam, próbując skupić się na zadaniu. Gdy zadzwonił dzwonek Zuriel wybiegł z klasy.
-To było straszne! Okropne! Nieludzkie!- przejechał dłonią po twarzy. Dobrze mu tak, ja się tak męczę codziennie.
-Trzymaj, zrobiłam ci kanapki- wcisnęłam mu w dłonie starannie zapakowane drugie śniadanie. Pochłonął je prawie natychmiast.
Kolejne trzy lekcje przebiegły w miarę normalnie, jeśli zajęcia z moją klasą można nazwać „normalnymi”
Tematem historii była druga Wojna Światowa, polskiego omówienie „Folwarku Zwierzęcego” a na biologii mówiliśmy o ekosystemach- iście interesujące. Wreszcie przyszedł czas na moją ulubioną lekcję- muzykę.
Dziś mieliśmy zaliczać piosenki.
„Odlot Aniołów” PINa, dla chłopaków i „Oto Ja” Ewy Farnej, dla dziewczyn.
Siedzący ze mną w pierwszej ławce Zuriel zaczął bawić się moim warkoczykiem. Lubił bawić się moimi włosami, gdy był znudzony. Nawyk, czy coś...
Nauczycielka chrząknęła
-Pomiziasz koleżankę po lekcji, młodzieńcze- skomentowała. Wspominałam już, że z niej wredna suka?... Klasa zareagowała głośnym śmiechem, a ja oczywiście spiekłam raka. Nie nie, nie przejęłam się. Sądząc po minie Zuriela, jakaś kąśliwa uwaga cisnęła mu się na usta. Powstrzymał się jednak i zacisnął zęby. Kiedy doszło do szóstego, mojego, numerka w dzienniku, zostałam wywołana na środek. Nienawidzę tego, nienawidzę... Zacisnęłam dłonie na swetrze i odśpiewałam swoje.
„Słyszałem jak śpiewasz, ale to było coś”- czarnooki spojrzał na mnie świecącymi oczyma
„Nie denerwuj mnie. Nie potrafię śpiewać i nie musisz mnie pocieszać na siłę”- mruknęłam. Gdy wszyscy już zaliczyli piosenki, Pani K. stanęła przy mojej ławce
-A nasz nowy kolega, to co? Myśli, że jest lepszy? Na środek, ale już!- uśmiechnęła się cierpko. Brunet przewrócił oczami i wyszedł z ławki. Co za ironia, Anioł będzie śpiewał piosenkę o Aniołach. W dodatku jedną z moich ulubionych. Pomyślałam wtedy, że pierwszy raz usłyszę jego głos. Nauczycielka włączyła wersję karaoke i Zuriel zaczął śpiewać. Gdyby nie to, że opierałam się o ścianę, to pewnie spadłabym z krzesła. Niski, przyjemny głos. W dodatku ta obojętna postawa... Siedząca za mną Kazumi kopnęła w moje krzesło.
-Całkiem nieźle mu to wychodzi, prawda? No i jest... Przystojny- westchnęła. Odwróciłam się bez słowa. Wcześniej jakoś zbytnio nie zwracałam uwagi na jego wygląd, ale z ciężkim sercem musiałam przyznać brunetce rację. Czego ja się spodziewałam? Przecież to ANIOŁ. Nic dziwnego, że śpiewa tak... Anielsko. Nie, to chyba jednak nie było dobre określenie. Gdy skończył natychmiast się otrząsnęłam i przybrałam beznamiętny wyraz twarzy. Wychwyciłam jego pytające spojrzenie, gdy siadła na miejscu
-Całkiem nieźle- szepnęłam, by nauczycielka nie usłyszała- Jednak coś potrafisz zrobić dobrze- uśmiechnęłam się lekko i wtem zadzwonił dzwonek. Wychodząc z klasy natknęliśmy się na licealistów, wśród których dostrzegłam Eto-kuna. Gdy nasze spojrzenia się spotkały, od razu spuściłam wzrok, uśmiechając się głupio. Zuriel zobaczywszy to uniósł brwi
-Co to było?
-Niby co?- zrobiłam zdziwioną minę
-No, to przed chwilą. Ten gościu, speszenie, głupkowaty uśmiech... O, rumienisz się nawet- wyliczał, marszcząc nos. Zabawnie wtedy wygląda- Znajomy?-Nie- mruknęłam- Niestety- dodałam po cichu- Jeszcze tylko WDŹ i idziemy do domu- powiedziałam, schodząc po schodach. Większość klasy zazwyczaj ucieka z tej lekcji, lecz dzisiaj, jak na złość, zostali wszyscy.
-Na czym polega ten WDŻ?- Anioł usiadł pod ścianą, gdy doszliśmy pod salę. Kucnęłam naprzeciw niego i przekrzywiłam głowę ba bok.
-To taka lekcja, na której nie musisz być. Mówimy tam o... Dziwnych rzeczach. Zanudziłbyś się na śmierć- stwierdziłam z głębokim przekonaniem. Jakoś nie widzę go na tych zajęciach, naprawdę... Niestety, Zuriel jest uparty jak osioł i poszedł na lekcje. Usiedliśmy w ostatniej ławce, razem z Greenem i Ravem. Anioł zrobił nieokreśloną minę, gdy usłyszał temat: „Pierwsza Miłość- rozkwita, czy nie?”
-To o to w tym chodzi...- mruknął, drapiąc się za uchem. Kiedyś WDŻ dziewczyny miały osobno, lecz nie wiedzieć czemu, połączyli nas w jedną grupę. Bez sensu... Nie lubię zajęć tego typu. To takie... krępujące.
Opadłam bezwładnie na ławkę, wydając z siebie jęk rozpaczy.
-Dlaczego~? Chcę już wracać do domu...
-Kyo...- czarnooki pyknął mnie w ramię- Czyli ten chłopak na korytarzu... Podoba ci się?- spytał, gdy akurat Pani Z. wspominała, że niektóre dziewczyny próbują zwrócić uwagę chłopaka, stosując technikę tzw. „Nieśmiałej Gejszy”... Kopnęłam go pod ławką i podniosłam rękę, by o coś zapytać. Nauczycielka udzieliła mi głosu skinięciem głowy
-Mam pytanie z innej beczki- zaczęłam- Czy to prawda, że Aniołowie nie mają płci?- posłałam Zurielowi słodki uśmiech, a ten wściekle się zaczerwienił, zbladł i znowu zaczerwienił, wytrzeszczając oczy w zdziwieniu.
-Nie wiem, jak ci na to odpowiedzieć...- Pani Z. Zmarszczyła czoło, wzdychając- Podobno nie mają. Określa się je jako hermafrodytyczne postaci. Ale musiałabyś podyskutować o tym z katechetką...- taka wiedza naszej kadry. Niezadowolona opadłam na krzesło.
„Nie ciesz się tak, ty hermafrodytyczny idioto”- warknęłam na Anioła. Te jego ironiczne uśmieszki mogą doprowadzić do szału. Po skończonych lekcjach, wojnie w szatni i wizycie w bibliotece postanowiłam, że do domu wrócimy nieco dłuższa drogą.
-Ludzie w tej szatni zachowują się jak bydło, nie?- przerwałam ciszę, naciągając rękawiczki na dłonie.
-Tak a propos... Wiesz, czego nasłuchałem się przed wf'em?- przystanął i usiadł na ławce w parku. Na widok bawiących się dzieci uśmiech sam ciśnie się na usta.
-No mów- zdjęłam plecak, a Anioł wziął głęboki wdech.
-Mówili coś o balu... I o tym, że nie idziesz, bo nie masz z kim. Ten z loczkami... Fizzy, powiedział, że wcale go to nie dziwi, bo „kto by chciał tańczyć z tobą?”. Dodał też, że jesteś wredna, zimna i daleko ci do dziewczyny...- wyliczał, lecz widząc wyraz mojej twarzy urwał. Zacisnęłam pięści tak mocno, że gdyby nie rękawiczki, paznokcie wbiłyby mi się w skórę.
-Och, doprawdy? Też tak uważasz?- spytałam. Malo obchodziło mnie to, że głos mi drżał. Czarnooki nie odpowiedział- Wiadomo, Kyoko nie ma uczuć, to można jej nawrzucać. Ale powiedz mi, skoro tak myślą, to czemu nie powiedzieli mi tego w twarz? Czy ja... naprawdę taka jestem? Bezuczuciowa i zimna?- spojrzałam na swojego Anioła. Chociaż tak bardzo się powstrzymywałam, łzy same zaczęły spływać mi po policzkach. Wstałam z ławki, a on zaraz za mną.- Odpowiedz!- prawie krzyknęłam.
-Na pierwszy rzut oka? Owszem, jesteś taka. Sprawiasz wrażenie cynicznej, zmęczonej życiem pesymistki, co ludzi dziwi, gdyż masz zaledwie piętnaście lat. Ale to tylko pozory. Ci, co znają cię dłużej, znają tak naprawdę wiedzą, że bardzo łatwo jest cię zranić, wszystko bierzesz sobie do serca i za bardzo się wszystkim przejmujesz- położył mi dłoń na głowie- Nie martw się. Ile jest dla ciebie warte zdanie takiego dzieciaka? Pewnie gada tak, bo sam ma kompleksy- uśmiechnął się ciepło, a mnie zrobiło się tak naprawdę, naprawdę przyjemnie. Otarłam łzy rękawem i złapałam go pod ramię.
-Dzisiaj to ja zrobię obiad- lekko uniosłam kąciki ust. Gdy dotarliśmy do domu pierwszym, co zrobiłam, było zaparzenie dwóch wielkich kubków kakao.
-Mogę już wrócić do normalnej postaci?- Zuriel wstawił pusty już kubek do zlewu i przeszedł ze mną do pokoju.
-Ok. To... To ja wyjdę- mruknęłam. Oparta o drzwi słyszałam, jak zdusił w sobie krzyk. To pewnie boli jak cholera, a on i tak dzielnie to znosi, byle mnie nie martwić.
-Zuriel?- uchyliłam drzwi, w ręce trzymając wilgotny ręcznik. Siedział na podłodze. Lśniące białe skrzydła unosiły się aż do sufitu, a jego błękitne włosy delikatnie okalały blade ramiona.
-Znowu... Znowu zakrwawiłem ci podłogę- spojrzał na mnie spod półprzymkniętych powiek. Odchylił głowę do tyłu. Oddychał ciężko, a każdy łyk powietrza zdawał się sprawiać mu ból.
-Nie szkodzi- usiadłam za nim i zaczęłam ręcznikiem ścierać krew z jego skrzydeł i pleców. Odetchnął głęboko, a na jego usta wpełzł dyskretny uśmiech. Odgarnęłam mu włosy na bok i przyłożyłam mu mokry materiał do szyi. Na czworakach przeszłam kawałek i usiadłam przed nim
-Ciągle boli?- wyciągnęłam dłoń, by zetrzeć mu krew ze skroni, a Anioł chwycił mnie za nadgarstek i przyciągnął do siebie.
-Co ja bym... Zrobił bez ciebie?- wymamrotał. Zmarszczyłam brwi i policzkiem oparłam się o jego ramię.
-Nie przeszedłbyś przez to wszystko, gdyby nie ja. Byłbyś wolny i, kto wie? Może pozwoliliby ci wrócić do nieba?
-Nie chciałbym... Zostałbym... Tutaj, z tobą... Ty opiekujesz się mną, a ja... tobą. Vice versa- uśmiechnął się, przepuszczając przez palce moje włosy. Było mi tak... ciepło. Miałam wrażenie, że już nigdy go nie puszczę. Zaśmiałam się w duchu sama z siebie.
To prawda, że jestem dla ludzi niemiła i wredna. Ale to tylko ze strachu. Strachu, że po raz kolejny stracę kogoś, na kim mi zależy. Dlatego podchodzę do ludzi z dystansem.
Zuriel nieco mocniej objął mnie w talii, opierając głowę o moje ramię.
-Jestem... zmęczony...- powiedział tak cicho, że ledwie zrozumiałam jego słowa. Objęłam go delikatnie w pasie, a on położył mi rękę na ramieniu, uśmiechając się przepraszająco. Pomogłam mu położyć się na łóżku i okryłam go puchatym, granatowym kocem.
-Chcesz... żebym został?- zamknął oczy, powili zapadając w sen- Jeśli... Chcesz...- wymamrotał
-Spij już- mruknęłam i naciągnęłam mu koc na ramiona. Zasnął prawie od razu- Chcę, żebyś został- powiedziałam do siebie i wstałam z łóżka- A ja znowu muszę iść do szkoły...- sapnęłam i zabrałam się za odrabianie lekcji.