Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
znajomijoe.pl blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl darmowe forum val.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl forumforum.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
Smile~! <3
Ike Ike!

Główna
Ukochaj

 


ARCHIWUM

2010
Marzec
Luty
Styczeń
2009
Grudzień
Listopad
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń

 

LINKI
MyAnimeList
DeviantART
YouTube
Dragon Adopters
Blog Shady <3

 


ULUBIONE
ryuuzaki.blog4u.pl
slodkiandfriends.blog4u.pl
little-dark-angel.blog4u.pl
faust.blog4u.pl
paranoje-we-dwoje.blog4u.pl
wspolczesny-hamlet.blog4u.pl
jako.blog4u.pl
moje-wasze-wady.blog4u.pl
good-time.blog4u.pl
the-inner-world.blog4u.pl
lonely-moon.blog4u.pl
fable.wjo.pl
grudka-materii.blog4u.pl
sexoholik.blog4u.pl
kurae-kurae.wjo.pl
midnight-moon.blog4u.pl
sex-drugs-and-rock-n-roll.blog4u.pl
dupa-jasia.blog4u.pl
bu.blog4u.pl

 

 

WALENTYNKI


13 lutego, piątek
Zuriel głośnym trzaskiem został brutalnie wyrwany z popołudniowej drzemki.
-Czy coś się stało?- zobaczywszy Kyoko ziewnął szeroko, przecierając oczy dłonią
-Tak, do jasnej cholery, stało się! Wiesz, że jutro są walentynki. A dzisiaj za to mieliśmy apel z tejże właśnie okazji. Ha, dostałam nawet walentynkę!- naburmuszona usiadła na podłodze, rzucając plecak w kąt.
-To źle? Twoja pierwsza w życiu walentynka, a ty się jeszcze denerwujesz?
-Ależ nie, nie. Patrz- wyciągnęła z kieszeni pomiętą czerwoną karteczkę. Anioł rozwinął ją i przeczytał na głos:
-"Jesteś śliczna, Mateusz"- zmarszczył nos- Mateusz? Czyli ten...Eto-kun, tak?
-Tak. Ale nie w tym problem. Spójrz na pismo. Na pieprzone pismo mojej pieprzonej siostry. Robi sobie ze mnie jaja- wstała, by usiąść przy biurku i wtedy dostrzegła stojący na blacie wazonik, a w nim cztery czerwone róże i jedna biała- Zuriel, co to jest?- spytała, patrząc nań z uniesiona brwią. Anioł zmierzwił sobie włosy i podszedł do brunetki
-Tak sobie pomyślałem, że... Że w tym roku będzie tak samo jak w poprzednim, więc... Chciałem pocieszyć cię jakoś, czy coś...
-Co prawda walentynki są jutro, ale... Dzięki- mruknęła- Nikt nigdy nie złożył mi życzeń walentynkowych, wiesz? Nigdy. Aśka zawsze wracała se szkoły z toną karteczek, misiaczków, kwiatuszków. A ja? Nic. I tak rok w rok.
-Nie martw się, jeszcze tysiące walentynek przed tobą. Kiedyś... Ktoś... Na pewno, zobaczysz- uśmiechnął się lekko, obejmując ją w pasie i opierając brodę o jej ramię
-Tak, jak będę już zapyziałą staruchą, to sąsiad spod dwójki przyniesie mi karmę dla mojego kota- westchnęła ciężko, na co Zuriel roześmiał się głośno- Walentynki to głupie święto...

----------------------------------------------------------
A bó. Niedługo druga część "Zasmakuj Moich Tortur"
Komputer mi nie działa...


Kyoko 14/02/2009 14:05:07
komentarzy 17 Komentuj

ZASMAKUJ MOICH TORTUR- część I


Kolejne lutowe popołudnie, niczym nie różniące się od poprzednich. Za szkolnym oknem szaro, brudno i zimno. Tak, Szczecin zdecydowanie nie jest ładnym miastem. Zawsze tak uważałam i raczej zdania nie zmienię. Nauczycielka rozrysowywała na tablicy kolejną gałąź drzewa genealogicznego Piastów. Po co? Po dzwonku i tak każdy zapomni... O, do moich uszu dobiegł wspomniany dźwięk. Z głośnym westchnięciem chwyciłam plecak i wyszłam z sali. Na korytarzu oczywiście panował ścisk na maksa, przepychanki i totalny chaos. Standard. Szybkim krokiem poszłam do szatni a to, co tam zostałam nie zdziwiło mnie wcale. To już nie był chaos- to apokalipsa... Jedna szatniarka zdecydowanie nie poradzi sobie z całą watahą gimnazjalistów, dawno powinni to zauważyć. Po zaciętej walce odebrałam kurtkę i ruszyłam ku wyjściu. Po drodze spotkałam, na nieszczęście, Kazumi. Ja nie wiem, po naszej kłótni zachowuje się tak, jakby nic się nie stało. Nie zauważyła nawet, że nabrałam do niej dystansu.
-Wróćmy razem, dobrze?- spytała, szczerząc się szeroko. Spojrzałam na nią z ukosa i schowałam ręce do kieszeni.
-Czyżby Yuki cię olała?- mruknęłam, wymawiając imię niemal z obrzydzeniem. Tak, to właśnie dla niej Kazumi mnie zostawiła, że się tak wyrażę... Dawna przyjaciółka pokiwała przecząco głową i poprawiła okulary
-Musiała zostać w szkole- odpowiedziała, cały czas głupio się do mnie uśmiechając. Czy ona naprawdę nie czuje tego chłodu w moim głosie? Przewróciłam oczami i resztę drogi nie odezwałam się słowem.
Weszłam do mieszkania i natychmiast otworzyła drzwi do swojego pokoju. Były fioletowe- niby pasujące do niebieskiej tapety, jak uważa Aśka...
-No ładnie. Ty się jak zwykle obijasz!- rzuciłam do swojego anioła, który siedział na moim biurku. Zawsze tam siedzi, gdy jestem w szkole- Zuriel, znajdź sobie zajęcie...
-Nudzi mi się, kiedy jestem sam~!- jęknął. Westchnęłam i wyłożyłam się na podłodze. Przez dłuższy czas leżałam w bezruchu, wpatrując się w sufit. Oczojebne, białe kasetony...
W końcu czarnooki stanął nade mną. Złapał się pod boki i przekrzywił głowę na bok
-Boże, chcesz czego?- warknęłam- Daj mi umrzeć w spokoju- przewróciłam się na brzuch. Anioł zrobił kilka kroków do przodu i pochylił się nieco.
-W szkole coś się stało?- uniósł brew. Proszę, jaki spostrzegawczy... Milczałam przez chwilę, a gdy otworzyłam usta, by coś powiedzieć, wszedł mi w słowo- Daj spokój, nie może być aż tak źle...- zmierzwił błękitną czuprynę, robiąc przy tym minę wszystko-zawsze-wiedzącego-najlepiej. Trochę mnie to zirytowało. Usiadłam po turecku i z perfidnym uśmiechem przyglądałam się mojemu „podopiecznemu”. Chyba zauważył, że coś mi chodzi po głowie, bo rozszerzył oczy i cofnął się o krok.
-Mój kochany Aniołku...- zaczęłam, słodko się doń uśmiechając- Jutro do szkoły pójdziesz ze mną.- wstałam z podłogi i spojrzałam na niego z tryumfem wymalowanym na twarzy. Wyraźnie zbladł. Kilka razy otworzył i zamknął usta
-Nie zrobisz mi tego!...-wydukał w końcu
-Sam powiedziałeś, że szkoła nie jest taka zła- odparłam. Kto tu rządzi, co, Zurielku? Uśmiechnęłam się pod nosem.
-A mój wygląd? Skrzydła? Nie wyjdę tak do ludzi!- ostatnia iskierka jego nadziei zgasła, gdy zaśmiałam się cicho
-Jesteś Aniołem! Możesz zmienić wygląd- podeszłam do niego i nawinęłam na palec kosmyk jego włosów- Został długość. Jakoś nie widzę cię w krótkich włosach...- mruknęłam.
-Kyo, ja nie wiem, czy to dobry pomysł...- zaczął, drapiąc się za uchem- Może wyjdziesz? Moja magia jest...
-Do roboty- przerwałam mu, niedbale machając ręką. Kiwnął głową i przymknął powieki. Bezgłośnie poruszał wargami, zapewne recytując jakieś zaklęcie. Otoczyła go jasna, świetlista łuna. Pasma jego czupryny zaczęły stopniowo zmieniać barwę, aż stały się ciemnobrązowe. Zacisnął zęby, odrzucając głowę do tyłu. Śnieżnobiałe skrzydła z cichymi trzaskami powoli „chowały” się, z powrotem wnikając w jego plecy. Światło rozproszyło się, a on opadł na kolana ciężko sapiąc. Nigdy wcześniej nie używał przy mnie magii. Może... Może nie powinnam go zmuszać? Kucnęłam przy nim, kładąc dłoń na plecach
-Czy to cię... bolało?- zapytałam. Pewnie bez trudu wyczuł nutkę strachu w moim głosie. Przeklęłam siebie w myślach
-Nie...-zaśmiał się, lecz śmiech przeszedł w ciche syknięcie. Kłamał, to oczywiste- Nie mam pełnej mocy tu, na Ziemi- skąd miałam wiedzieć?...- Bycie śmiertelnym jest gorsze, niż sądziłem...- wymamrotał i opadł wprost na moje kolana. Zdjęłam rękę z jego pleców i spojrzałam na swoje palce. Czerwone... Umazane krwią? Ściągnęłam brwi i podwinęłam Zurielowi koszulkę. Pod łopatkami miał dwie długie szramy. Super. Wybornie wręcz. Jeśli myśli, że mu to opatrzę, to grubo się myli... Złapałam go pod ramiona i podciągnęłam nieco do góry. Ściągnąwszy z niego koszulkę ułożyłam go na łóżku, plecami do góry. Stanęłam w progu, z wzrokiem utkwionym w jego ranach. Westchnęłam i rozdrażniona poszłam po wodę utlenioną, gazy i bandaż...
Opatrzenie nieprzytomnego Anioła wcale nie jest proste. Owinęłam mu plecy bandażem i z grymasem niezadowolenia spojrzałam na efekt swojej pracy. Wyglądało to co najmniej śmiesznie. Wstałam z łóżka i wyciągnęłam z szafy koc, okrywając nim Zuriela. Usiadłam przy biurku, wyciągając z torby kilka zeszytów. Nie dość, że muszę zajmować się tym wrzodem, to mam jeszcze lekcje do zrobienia.... Na pierwszy ogień matma...
Odrobienie wszystkiego zajęło mi kilka ładnych godzin, w efekcie czego zasnęłam z policzkiem na blacie.
Nad ranem obudziło mnie uporczywe dzwonienie budzika. Zrzuciłam go z szafki. Otworzywszy oczy ujrzałam przed sobą Zuriela, siedzącego na górnej półce mojego biurka. Odchyliłam się do tyłu i razem z krzesłem runęłam na podłogę.
-Mówiłam ci już, żebyś tak nie robił- jęknęłam, rozmasowując obite ramię- Która godzina?- ziewnęłam szeroko
-Szósta rano- czarnooki zeskoczył z półki- Opatrzyłaś mnie- stwierdził, dumnie unosząc brodę do góry.
-No to co?- uniosłam brew. Podniosłam z podłogi plecak i zaczęłam się pakować. Anioł przymknął jedno oko i skrzyżował ręce na klatce piersiowej.
-Martwiłaś się o mnie- rzucił z satysfakcją, za co oberwał dość sporym podręcznikiem od historii
-Chciałbyś- prychnęłam- Uświniłbyś mi łóżko, to wszystko- podeszłam do szafy i wyjęłam z niej ciemne jeansy i czarny golf. Rzuciłam ubrania na krzesło i poszłam do pokoju brata, skąd przyniosłam Zurielowi jeansy i niebieską bluzę z kapturem. Nie powinnam podbierać ubrań bratu, wiem...
Poleciłam Aniołowi, by ubrał się jak najszybciej i sama poszłam do łazienki. Zerknęłam na zegarek: 6:50. Trzeba się spieszyć.
Umyłam się i prawie gotowa stanęłam przed lustrem. Nigdy nie wiem, co powinnam zrobić z tymi moimi kłakami...
-Zrób sobie warkoczyki~- usłyszałam głos koło ucha. W lustrze zobaczyłam odbicie Zuriela, który właśnie rozdzielił mi włosy na dwie połowy- Od razu będziesz inaczej wyglądać- uśmiechnął się. Nagle dotarł do mnie fakt, że mam na sobie wyłącznie koszulkę i bieliznę...
-Ty też będziesz zaraz inaczej wyglądać! Wynoś się z mojej łazienki!- wrzasnęłam, rzucając w niego wszystkim, co tylko wpadło mi w rękę.
-Chciałem być miły!- powiedział jeszcze i zrobił unik przed szamponem
-WYNOCHA!- wydarłam się najgłośniej, jak umiałam. Zuriel, potykając się o własne nogi, wybiegł z pomieszczenia. Cholera, pewno wszystkich obudziłam... Chwyciłam za szczotkę i zaczęłam rozczesywać włosy.
Gdy gotowa już wróciłam do pokoju Zuriel siedział na parapecie, beznamiętnym wzrokiem lustrując przestrzeń za oknem. Nagle oderwał się od tego widoku i spojrzał na mnie. Dostrzegłszy moje warkoczyki uśmiechnął się pod nosem. Zarzuciłam kurtkę, ubrałam buty i podałam Aniołowi długi czarny płaszcz, który kupiłam mu na święta, trampki i czarny szalik w kratę. Bez słowa zsunął się z parapetu i ubrał.
-Szybciej, jest dziesięć po siódmej- owinęłam się szczelnie swoim szalikiem i wyszłam z czarnookim na klatkę. Prawie biegnąc dotarliśmy do szkoły. Rano szatnia jest prawie pusta, na szczęście. Przywitaliśmy się z szatniarką i oddaliśmy kurtki.

Kyoko 7/02/2009 00:17:25
komentarzy 6 Komentuj





Lay by: me!
CaramelDrops